czwartek, 5 listopada 2009

Nie bądźmy obojętni...

Oczywiście dzięki Ori , której nie jest obojętny los żadnego stworzenia na świecie i idąc za przykładem Jagódki - zwracam Waszą uwagę...
Tu jest napisane, jak można pomóc



poniedziałek, 2 listopada 2009

Niebiańska niebieskość...

objawiająca się wszędzie jest niesamowita.
Ma jeden odcień bez względu na miejsce występowania:
morze


płachta, na której suszy się papryka


niebo

przystanek kolejki

lampa oświetlająca schody

ozdobnie wycięte markizy (?)

elementy domu

drzwi

zabudowy balkonów...

Zdjęcie dedykowane Ori
Jest takie miasteczko, o którym wspomniała Dag-eSza Sidi Bu Said -moim zdaniem stworzone 'pod turystów', bo każda wycieczka tam zagląda, a ponieważ jest fotogeniczne, to również i ja nie oparłam się jego urokowi.
Połączenie t e g o niebieskiego z białym daje wrażenie czystości.
Wrażenie, z daleka, ogólnie...
Szczegółowo jest już duuuuużo gorzej.
A najlepiej nie przyglądać się, tylko zachwycać, bo kiedyś było strasznie, a teraz nawet, nawet...
I nie dotyczy to tylko Sidi Bu Said, ale całej Tunezji.
Uwierzcie, bo pamiętam to :)
I zajrzyjcie na stronę Sarenzir - ona ma własnie t a k niebieski domek!

środa, 28 października 2009

Praca...

Wasze przesympatyczne komentarze pod poprzednim postem skłoniły mnie do pociagnięcia tematu Tunezji.
Lubię podglądać 'miejscowych' i prawdziwy klimat kraju, w którym jestem przez chwilę.
Dzisiaj zapraszam Was do portu na sardynki...





Przygotowuję się również do dłuższego opisu swojej podróży w tamten rejon, ale sprzed wielu, wielu lat. Był to mój pierwszy wyjazd zagraniczny i jedocześnie podróż przedślubna. Oj działo się wtedy, działo - oczekiwania na paszport, wizy, przydział 10$, przejazd Polskim Fiatem 125p przez Europę, Tunezję do ... Algierii.
Post powstaje powoli i dlatego proszę o cierpliwość.

środa, 21 października 2009

Co przywiozłam ...

... obrazy i dźwieki, wspomnienia, trochę muszli i kamieni ...
Porządkuję zdjęcia i myśli, próbuję odnaleźć się w tej dziwnej aurze i ogólnie w życiu.
Tyle się u Was wydarzyło! Z ogromną przyjemnością nadrabiam czytelnicze zaległości.
Dzisiaj tylko tyle:








Kiedy pierwszej nocy po powrocie z urlopu zasypiałam pod szeleszczącą pościelą, wtulona w ukochany jasiek - jasno uświadomiłam sobie dlaczego nie jestem globtroterką.
Każdy wyjazd to możliwość wybrania tylko kilku rzeczy, a ja najchętniej ciągnęłabym za soba cały dom. Dobrze, że chociaż przyjaciół mogę zabrać ze sobą.
Czytałam o dziewczynie, która w kilkumiesięczną podróż po Azji spakowała 9 kilogramowy plecak - moja torebka waży niewiele mniej...

wtorek, 29 września 2009

Pewna niedziela ...

Zgodnie z hasłem promocyjnym Warszawy ("Fall in love with Warsaw")



...zaczęliśmy od spacerku po naszej wsi - to też Warszawa


Potem inspekcja na budowie...

Obiad...
... z takim widokiem!
To w którym kierunku ruszamy?

Z góry lepiej widać...








Tylko czasami Krakowskie Przedmieście jest wolne od komunikacji...

Trasa WZ po remoncie ...
Lubię tego gościa ;))
Chciałabym mieć taki balkonik...
Z dołu...


To miejsce darzę szczególnym sentymentem - w kościele Św.Krzyża (tam spoczywa serce Chopina) braliśmy ślub w pierwszych tygodniach stanu wojennego, na ulicy stały czołgi, żołnierze przy koksownikach (był styczeń), a my mieliśmy specjalne przepustki, aby tu się dostać ...






Moim konikiem jest podpatrywanie życia miast.
Byłam ciekawa, jak wypadnie połączenie nowoczesnych form tzw. małej architektury z zabytkami. Te miejskie meble zaprojektowali mlodzi ludzie...



Spacer zakończony w ciekawym miejscu - tu był kultowy bar studencki Karaluch (domyslacie się skąd ta nazwa?). Teraz piekarnię-cukiernię prowadzi rodowity Francuz


Rzadko bywamy turystami we własnym mieście. Ja postanowiłam nadrabiać to przy każdej możliwej okazji.
Czy można zakochać się w Warszawie?
Tym pytaniem żegnam się z Wami na 2 tygodnie. Zmieniam kontynent i klimat, lecę za bocianami...
Będę tęsknić!

poniedziałek, 28 września 2009

Raz, dwa, trzy i ...

gotowe!


Jak na pierwszy raz i tak nie było najgorzej...
Mają popękaną skórkę, co widać na zdjęciu, ale nie czuć goryczy - wręcz są słodkie.
Nie wykorzystałam jeszcze wszystkich owoców - zrobię prawdopodobnie drugą porcję, a część zamrożę, bo marzą mi się jabłuszka na choince!
Z kilograma wychodzi 5 takich słoiczków i troszkę. Uważajcie, bo gotowe szybko znikają - mnie zostały te dwa.
Oto przepis ze strony http://adamczewscy.pl/
1 kg rajskich jabłuszek, 4 szklanki cukru.
1. Jabłuszka umyć nie usuwając ogonków, każde nakłuć kilkakrotnie igłą, dzięki czemu delikatna skórka nie popęka w czasie gotowania.
2. Zagotować 3 litry wody, wrzucić do niej jabłuszka i gotować 5 minut. Wyjąć delikatnie z wody przy pomocy łyżki cedzakowej.
3. Obgotowane jabłuszka włożyć do garnka, zalać zimną wodą i wsypać 1/3 całej porcji cukru. Pozostawić do następnego dnia.
4. Po dobie zagotować jabłka, a kiedy płyn zacznie wrzeć odstawić i dosypać kolejną 1/3 porcji cukru.
5. Trzeciego dnia dosypać pozostały cukier i znów całość zagotować.
6. Do przygotowanych słoików (wyparzonych i wypłukanych spirytusem lub wyprażonych w piekarniku) przełożyć gorącą konfiturę i szczelnie je zakręcić.Z tej porcji będą 4 ćwierćlitrowe słoiczki konfitury.
Moje uwagi:
- mimo nakłuwania - skórka popękała
- do drugiego gotowania dodałam goździki i korę cynamonu

czwartek, 24 września 2009

Przetwory, Bieszczady i ...

Bardzo dziękuję za serdeczny odzew na moje wezwanie o 'rajskie' pomysły.
Mam ogromną ochotę na zrobienie wianuszka, ale zdaję sobie sprawę ze swego antytalencia, a jeszcze na dokładkę naoglądałam się cudowności zrobionych przez Elisse, potem przez Asię z Green Canoe i ... nie wiem, czy odważę się.
Za to już wykorzystuję przepis ze strony http://adamczewscy.pl/ podrzuconej przez Ori, na szczęście gotowanie i pieczenie mi wychodzi.

Szczegóły i zdjęcia w osobnym poście, a dzisiaj drobna reprezentacja moich przetworów: ogórki o orientalnym smaku, ogórki 'musztardziaki', powidła śliwkowe, suszone pomidory w ziołowej zalewie.
Nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa...


Pokazuję też zdjęcia z Bieszczad, gdzie dwa tygodnie temu był Artur, mój syn z przyjaciółmi - Anią, Martą i Kacprem zwanym Jerzykiem.
Pomysł zrodził się na trzy dni przed wyjazdem - przewodnik jest, mapa jest, nocleg ... Ups, z tym gorzej...
Nie marzyłam nawet, że w Chacie Magoda będą miejsca, ale poprosiłam Jagodę o pomoc. Wspaniała dziewczyna wskazała mi Kasię z Przystanku Cisna - telefon, mail - załatwione! Pojechali, a ja sobie wyobrażałam, że TAM jestem - oglądałam galerię zdjęć Przystanku, czytałam o jego historii.
Jedyne co mnie zaniepokoiło, to kuchnia wegetariańska , a przecież Jerzyk m u s i jeść siedem razy dziennie mięsko. No cóż, jest dorosły (?), to poradzi sobie w końcu w Bieszczadach są sklepy i na pewno jest w nich kiełbaska...
Wrócili, a po drodze wpadli jeszcze na jeden dzień do Sandomierza. Zachwyceni gościnnością Kasi i jej męża Andrzeja, atmosferą pensjonatu i ... jedzeniem! Bieszczadami oczywiście też!
Wędrowali całymi dniami, czując niedosyt, bo tam tyle szlaków, tyle rzeczy do zobaczenia...




- A wiesz, że Kasia napisała książkę kucharską?
- Naprawdę? To super!

Wczoraj biegnę do ksiegarni po przewodnik na wyjazd urlopowy, a tam ...

Nie zaglądając nawet do środka kupiłam ją bez zastanowienia, bo słyszałam tyle westchnień do smakołyków podawanych w Cisnej. A w domu słyszę:
- Wiesz, że ja mogłem kupić ją u Kasi.
- Trąbo! Czemu tego nie zrobiłeś?
- ????
Młody jest, to mu wybaczam ...
Książka jest niesamowita - przede wszystkim ją obejrzałam - piękne zdjęcia domu, ludzi, zwierząt...Przyroda pokazana o każdej porze roku tak, jak ułożone sa rozdzialy.
Przepisy - wydają się być proste, ciekawe.
Jeden już wykorzystałam, to "Ogórki o orientalnym smaku" - zrobione wczoraj, więc wybaczcie, że nie podzielę się wrażeniami smakowymi
Gorąco namawiam Was do obejrzenia tej książki przy jakiejś okazji, ja szanując prawa autorskie nie zamieszczam przedruków i zdjęć.
Dziękuję Jagódce i Kasi , w imieniu swoim i młodych za pomoc
Rajskie jabłuszka czekają na swoją kolej, ale o tym przy innej okazji...